Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że znacząca większość elektronicznych projektów DIY oparta jest o jedno z dwóch rozwiązań – Arduino lub Raspberry Pi. Arduino to bardzo dobrze znana wszystkim majsterkowiczom platforma przeznaczona do obsługi wyranych mikrokontrolerów. Najpopularniejszym modelem jest Arduino Uno wyposażone w ośmiobitowy mikrokontroler ATmega. Jest to świetne rozwiązanie, kiedy nie potrzebujemy wielowątkowego kombajnu obliczeniowego. Gdy mamy na celu trochę bardziej skomplikowane projekty, możemy do tego celu wykorzystać jeden z mikrokomputerów z szerokiej linii modeli Raspberry Pi, jak chociażby niedawno omawiany przez nas model 400

Obie grupy urządzeń pokrywały stosunkowo odmienne zastosowania, raczej nie stanowiąc dla siebie zbyt dużej konkurencji. Jednak to wszystko może się zmienić z powodu nowego modelu maliny. Do sprzedaży trafił właśnie Raspberry Pi Pico, który w przeciwieństwie do innych modeli tej firmy będzie działał pod kontrolą autorskiego mikrokontrolera Raspberry Pi RP2040. Jest to dwurdzeniowa jednostka ARM Cortex-M0+ która wspierana jest przez 264KB RAM (w przypadku Uno 32KB), a także 2MB wbudowanej pamięci flash. Do naszej dyspozycji oddane jest także 26 pinów GPIO (w tym 3 pełniące rolę wejścia analogowego). Bardzo ciekawy jest także aspekt zasilania tego malucha, ponieważ obsługuje on napięcia od 1,8 do 5,5V. Daje to ogrom możliwości, jak chociażby bezpośrednie zasilanie urządzenia z baterii. Dodatkowo samo programowanie jest niezwykle proste, ponieważ możemy do tego celu wykorzystać C/C++ lub MicroPythona. Samo zgrywanie programów także jest bezproblemowe, ponieważ płytka po podłączeniu do komputera wykrywana jest jako pamięć masowa, na która wystarczy jedynie “przerzucić” swój kod.

Jednak najlepsze zostawiłem na koniec. Nowy model Raspberry Pi kosztuje w Polsce niecałe 20zł! I pomimo tego, że od lat jestem wielki fanem Arduino, a w domu mam dziesiątki ichniejszych płytek, to bez dłuższego namysłu zamówiłem dla siebie parę sztuk Pico.